Mając lat naście każdy z nas miał jakiegoś tam idola. Nie mówię o autorytetach, bo jak się ma siano we łbie to trudno udawać, że się wzoruje na Janie Pawle II albo Gandhim. Ale wszyscy, niezależnie od czasów w jakich dorastaliśmy, mieliśmy swoich wybrańców, którzy w jakiś sposób wpłynęli na nasze życie.